Dlaczego ludzie chcą mieć odciski, czyli o fenomenie pielgrzymowania

Kolejny raz postanowiłam przetestować otaczającą mnie ludzkość i zadać jej banalne pytanie: „Jakie są Twoje skojarzenia związane z urlopem?” Odpowiedzi nie zdziwią nikogo: plaża wygrała, za nią słońce i odpoczynek, na kolejnych, ale bliskich pozycjach relaks, sjesta, zabawa, reset, sport, morze, góry, jeziora – co kto lubi. Przede wszystkich upragnione i wyczekiwane wytchnienie. I nic w tym zadziwiającego. Przecież nikt nie poświęca swojego urlopu na to, żeby dobrowolnie być brudnym i zakurzonym, wybrać się pieszo w kilkudziesięciokilometrową podróż, nie mieć pewnego noclegu, hodować odciski i spać, gdzie popadnie. Nie od tego jest urlop – powie wielu. Ale niejeden wyjątkowy człowiek wykrzyknie: „Właśnie, że od tego!”

Urlop z odciskami

„Polska narodem pielgrzymów”, „Na pielgrzymkę idzie się raz, potem drugi i trzeci, i znów…, ”Pielgrzymka to jest wulkan pełen mocy z góry” – wołają z Internetu tytuły wygooglowanych artykułów. I niewątpliwie coś w nich jest – ta niewytłumaczalna siła, która sprawia, że ludzie zamiast wygrzewać się na ciepłej plaży, ruszają z ciężkim plecakiem, w skwarze i ulewie w pieszą podróż, czasem od Bałtyku prawie aż do Tatr.

Jednym z powodów, dla których decydujemy się tak spędzać wakacje, są osobiste intencje. Jest to więc pobudka silnie związana z wiarą i pragnieniem podziękowania bądź wyproszenia łask. Inny powód, o którym mówi każdy pielgrzym, to niepowtarzalna atmosfera jedności wśród ludzi, którzy znają się nie dłużej niż kilka dni i kilkaset przemaszerowanych kilometrów. Jedna z internautek o swoich towarzyszach wędrówki pisze: „Stanowiliśmy zgraną grupę towarzyską i właśnie ta koleżeńska zażyłość była dla mnie impulsem do wyruszenia na pielgrzymkę.” Dodaje także, że względy towarzyskie nie były jedyną przyczyną, bo szybko zrodziły się w niej także przeżycia duchowe.

Dla niektórych szlak pielgrzymi to próba siły – nie tylko siły nóg, ale przede wszystkim siły charakteru. Jedna i druga z pewnością umacnia się podczas wędrówki okraszonej licznymi okazjami do spoglądania w głąb siebie i uporządkowania codziennego chaosu myśli i uczuć. Ale pątnicy opowiadają także o innych, mniej oczywistych powodach wyruszenia na pielgrzymkę. Dla niektórych są one bardzo dobrą okazją do poznania kogoś, a nawet znalezienia miłości. Historie małżeństw, które poznały się na pątniczym szlaku nie są rzadkością. I nie ma nic dziwnego w tym, że modlitwa wiąże się z uczuciem do drugiego człowieka. Bywa, że dziewczyny mówią wprost, iż w drodze spotkać można „naprawdę fajnych chłopców”, u których pociąga różnorodność – z jednej strony są osobami pozornie odstającymi od duchowego klimatu, a z drugiej modlą się na różańcu. Pokus więc nie brak, również tych w postaci młodych i charyzmatycznych księży czy kleryków.
Pielgrzymki mają również swoje ciemne strony – oprócz zmęczenia i odcisków są to zdarzające się kradzieże czy alkoholowe imprezy i inne nieprzystające do okoliczności zachowania, które także się zdarzają. Nieczęsto, ale jednak.

Trzeba zmoknąć do suchej nitki

Polski pielgrzymi szlak to chyba przede wszystkim Częstochowa, którą rokrocznie odwiedza ponad sto tysięcy wiernych. Od takiego szlaku zaczynała również moja rozmówczyni, w minione wakacje zdecydowała się jednak podjąć szczególny trud i wziąć udział w niemal legendarnej pielgrzymce św.Jakuba. Jest to szlak, który obecnie rozpoczyna się w kilku europejskich państwach ( między innymi Niemcy, Francja, Portugalia) i wiedzie do hiszpańskiego miasteczka Santiago de Compostela, gdzie znajdować ma się ciało św. Jakuba Większego Apostoła. O wrażenia z Camino de Santiago (bo tak po hiszpańsku określa się tę słynną pielgrzymkę) zapytałam Jolę.

Jak długo pielgrzymujesz?

Moja pielgrzymka do Santiago była pierwszą po bardzo długim czasie. Wcześniej, w latach szkolnych (1985-1990), pielgrzymowałam sześć razy do Częstochowy.

Co Cię skłoniło do pójścia na pierwszą pielgrzymkę?

Był to rok 1985, skończyłam ósmą klasę, dostałam się do liceum, chciałam się usamodzielnić, pojechać gdzieś bez rodziców. Ale przeważył chyba jednak aspekt religijny – chciałam podziękować Matce Najświętszej za jej opiekę i prosić o dalszą.

Dlaczego zdecydowałaś się na szlak św.Jakuba?

Jak już raz pójdziesz na pielgrzymkę, to na pewno złapiesz bakcyla. Ta chęć pielgrzymowania po prostu gdzieś się w tobie rodzi. Ja po dwudziestu pięciu latach zdecydowałam się na szlak świętego Jakuba, bo wiele na ten temat czytałam, była to np. książka pt.”Nie idź tam człowieku”, obejrzałam także film „Droga życia” i bardzo chciałam to przeżyć, zobaczyć na własne oczy.

Jakie widzisz różnice pomiędzy pielgrzymką polską a zagraniczną?

Przede wszystkim takie, że nasze polskie pielgrzymki chodzą grupami, jest wspólny śpiew, modlitwa, trzeba trzymać tempo marszu. Na Camino każdy jest sobie przewodnikiem – idzie ile chce, kiedy chce, jak chce. Nie ma zorganizowanych grup, jest tylko wytyczony szlak.

Dlaczego według Ciebie ludzie podejmują taki trud?

Pewnie z różnych względów – jedni kierują się wiarą i religią, inni próbują oderwać się od codzienności, jeszcze inni chcą coś zwiedzić albo też poznać siebie. Ja podjęłam ten trud z kilku powodów – po pierwsze, aby na nowo docenić to, co mam. Uważam, że czasem trzeba wyjść ze swojej strefy komfortu, zostawić piękny dom, wygodne łóżko, domowe obiady i przespać się na pryczy w kilkuoosobowym pokoju, zjeść tylko wafelki na śniadanie, umyć się w zimnej wodzie, zmoknąć do suchej nitki i dostać odcisków. A potem wrócić do rodziny, by na nowo cieszyć się tym, co mamy. Bo każdy świadomie podjęty trud uczy nas pokory. Cieszę się, że byłam na Camino. Przeszłam tylko sto pięćdziesiąt kilometrów w pięć dni, ale poznałam fajnych ludzi, zobaczyłam kawałek Galicji, spróbowałam tamtejszej kuchni. I myślę, że kiedyś jeszcze tam wrócę.

Opowiedz o najciekawszym wspomnieniu ze szlaku.

Mam ich wiele, ale najważniejsze to zachwyt. To słowo towarzyszyło mi w ciągu całej wędrówki. Potrafiłam zachwycić się poranną mgłą, wschodem słońca, zwykłą rozmową, przydrożnymi kościołkami, babcią częstującą nas malinami, kawą wypitą w kawiarni-stodole, zupą galicyjską z jarmużu. Tak – zachwyt to moje najciekawsze wspomnienie ze szlaku.

Oczyszczająca moc dyskomfortu

Moja rozmówczyni jasno mówi o tym, że pielgrzymkowy dyskomfort fizyczny ma siłę oczyszczającą ducha i emocje. Żelowe wkładki do butów czy grube skarpety nie sprawią, że na naszych nogach nie będzie ani jednego odcisku i dobrze, bo te odciski często wyostrzają nasz „umysłowy wzrok”, który pozwala dostrzec to, co najważniejsze. To tak, jakby po pielgrzymce ktoś przyszedł i poukładał w naszej głowie jak w szafie z ubraniami – posegregował, wyrzucił to, co zbędne, uprał i wyprasował to, co najważniejsze. Takie emocjonalne porządki co jakiś czas są bardzo ważne, więc niezależnie od tego, w co wierzymy, powinniśmy w życiu mieć coś, co będzie naszą pielgrzymką. Jakiś zamierzony trud, jakieś świadome poświęcenie, jakiś dobrowolny dyskomfort, dzięki któremu obdarzmy szarą rzeczywistość nowym, świeższym i mądrzejszym spojrzeniem, ucieszymy się zwykłą mgłą, uradujemy wschodem słońca czy po prostu uśmiechniemy do drugiego człowieka.

Wyruszmy więc na swój szlak.

Share on Facebook0Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close