Czy można żyć bez lajków?

Ile razy, drogi czytelniku, w ciągu ostatniego tygodnia powiedziałeś komukolwiek, że ładnie wygląda albo że podoba ci się to, co mówi? A teraz zastanów się, ile w ciągu minionego tygodnia dałeś lajków na Facebooku czy serduszek na Instagramie? Wytęż swój umysł i policz ludzi, z którymi często się spotykasz, którym powierzasz swoje tajemnice i do których masz zaufanie. A teraz zaloguj się na portal społecznościowy i sprawdź, ilu tam masz znajomych?

I co? Czy te liczby są tożsame? Czy raczej okazuje się, że Facebook i rzeczywistość to dwa odrębne światy? Zapytałam o to dwudziestu przypadkowych użytkowników portalu społecznościowego i za każdym razem wniosek był właśnie taki – że Internet to jedno, a rzeczywistość – drugie.

Stwórcą być!

Pamiętam, jak dziesięć lat temu jeden z moich wykładowców na studiach opowiadał o koncie na Facebooku założonym przez jego żonę. Swoje refleksje podsumował następująco: Obejrzałem zdjęcia i co się okazało? Że dodała tylko te, na których wygląda najlepiej. Wykreowała więc pewną rzeczywistość.

Żona mojego ówczesnego wykładowcy nie jest wyjątkiem, przecież robimy tak niemal wszyscy – chętniej dzielimy się tym, co nam się podoba, czym się chcemy pochwalić niż tym, co wywołuje w nas negatywne wspomnienia. Czy jest coś złego w takim kreowaniu rzeczywistości? Nie ma, jeśli nie zaczynamy tą rzeczywistością żyć albo – co gorsza – popadać w kompleksy z powodu postów naszych znajomych. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nasza koleżanka, nieskazitelna na profilowym zdjęciu, w „realu” też ma wałeczki na brzuchu czy zmarszczki wokół oczu, a na co dzień nie zawsze chodzi wyprostowana i z wypiętym biustem. To wykreowanie siebie jest więc pewnym rodzajem pożywki dla naszej próżności albo inaczej – okazją do bycia miłym. Bo komplement łatwiej napisać niż powiedzieć wprost (choć z krytyką bywa podobnie). Miło przeczytać trzydzieści pozytywnych komentarzy na swój temat. Taka komplementowa terapia raz na jakiś czas? Czemu nie! Ale uwaga! Z badań Kaspersky Lab wynika, że treści wstawiane na profile mogą być źródłem frustracji. Okazuje się, że ponad 40 % użytkowników odczuwa negatywny wpływ, oglądając zdjęcia znajomych z wakacji, a jeszcze więcej, bo blisko 60%, jest niezadowolona, widząc wspomnienia z imprezy, na którą nie zostali zaproszeni. Mało tego – tyle samo osób denerwuje się, jeśli zdjęcie znajomego ma więcej lajków niż jego.

Po co nam druga rzeczywistość?

Wyniki przytoczonych wcześniej badań są tożsame z efektem mojego małego wywiadu. Większość użytkowników zapytana o przyczyny założenia konta na portalu społecznościowym, mówi o możliwości pozostania w kontakcie ze znajomymi, zwłaszcza tymi, którzy mieszkają daleko. Warto jednak wspomnieć, że powody założenia konta np. na Facebooku, podzielić można na służbowe i prywatne. Wśród tych pierwszych wymienia się potrzebę bycia w kontakcie ze współpracownikami, którzy utworzyli grupę, aby usprawnić przepływ służbowych informacji, szczególnie w korporacjach. Konto daje możliwość szybkiego i darmowego komunikowania. Inną zawodową przyczyną dołączenia do grona użytkowników social mediów jest promowanie swojej marki i podglądanie konkurencji, a nawet możliwość zaprezentowania się potencjalnemu pracodawcy i szansa znalezienia pracy. Jednym z powodów jest także możliwość brania udziału w coraz częstszych głosowaniach czy konkursach np. na zawodowe projekty.

Inne są pobudki, które kierowały właścicielami kont prywatnych:

– Jestem pasjonatem wszelkich nowinek technicznych, fascynuje i ciekawi mnie wszystko, co nowe i modne. Tak samo było z portalami społecznościowymi – zakładałem poszczególne konta z ciekawości i tak zostało, a że teraz trochę czasu mi pochłaniają, no cóż… trzeba być na czasie – mówi Jacek.

Podążanie za modą kierowało nie tylko nim: Był taki czas, że wszyscy zakładali konta na Facebooku. Nie chciałam odstawać od większości, zrobiłam tak samo – krótko wyjaśnia Majka. Zabawną historią dzieli się Danuta: Szczerze? Założyłam konto, żeby… kontrolować moje dzieci i ich poczynania. A potem już się w to „wkręciłam” i korzystam z innych funkcji portalu niż tylko podglądanie – śmieje się.

Jeszcze inny powód miała Agnieszka: Oj, długo wzbraniałam się przed tymi portalami, nie interesowały mnie lajki i te inne sprawy, ale pewnego razu podczas zakupów okazało się, że bluzkę, którą sobie upatrzyłam, mogę kupić taniej z kuponem pobranym właśnie z Facebooka. No i nie było wyjścia, to mnie skłoniło do założenia profilu. Mam go do dziś i przyznaję, że czasem go przeglądam i szukam nie tylko ciuchowych promocji.

Natomiast Ada opowiada, że dołączyła do Facebooka, kiedy jej dzieci poszły do szkoły: I to nie dlatego, że nagle miałam dużo czasu, by oglądać zdjęcia znajomych – opowiada z rozbawieniem – po prostu jedna z mam okazała się osobą bardzo prężnie działającą, założyła grupę, na której przypominała nam o różnych klasowych imprezach, składkach, a nawet zadaniach czy tym, co dzieci mają przynieść np. na plastykę. Dla mnie jest to bardzo pomocne – przyznaje młoda mama.

Odrębną grupę stanowią osoby, które zakładają na portalach społecznościowych konta związane ze swoją pasją, czy stylem życia, tak jak Agata: Najpierw było klasycznie – prywatny profil na Facebooku, znajomi, lajki, czasem jakieś zdjęcie. Po studiach, kiedy nasza paczka rozjechała się po świecie, okazało się, że social media to świetny sposób podtrzymania znajomości. Potem zaczęłam interesować się zdrowym stylem życia, podglądać profile o tak zwanym fitlifestylu. Raz czy drugi pstryknęłam fotkę swojego obiadu, wrzuciłam, było coraz więcej polubień i obserwujących, pomyślałam, że może właśnie na tym będzie skupiał się mój Instagram. Za jakiś czas założyłam nowe, już tematycznie konto na Fb, połączyłam je z Instagramem i tak się bawię.

Zapytana o korzyści Agata opowiada o możliwości rozwijania się i nawiązywania nowych znajomości: Mogę podglądać nowe przepisy, treningi, poznaję oryginalne produkty albo ciekawe rozwiązania, no i fajnych, pozytywnych ludzi. A to buduje i motywuje do działania.

Pokaż mi swojego Facebooka, a powiem ci, kim jesteś

Media społecznościowe są kopalnią wiedzy o użytkowniku. Obecnie przeglądają je pracodawcy np. w trakcie procesu rekrutacyjnego czy też policja w toku śledztwa, a nawet… przestępcy. Czy myślimy o tym, że meldując na portalu, iż właśnie dotarliśmy na egzotyczną wyspę, informujemy potencjalnego złodzieja, że nasz dom prawdopodobnie przez jakiś czas będzie pusty, a więc warto go „odwiedzić”, bo skoro właściciela stać na takie wyjazdy, to pewnie mieszkanie też jest nieźle wyposażone?

Musimy mieć także świadomość, że każde nasze kliknięcie myszką, polubienie czy udostępnienie to sygnał, który świadczy o nas, mówi o naszych poglądach (np. politycznych) i przesłanka, dzięki której ktoś wyrabia sobie opinię o nas. I to znów kreowanie wizerunku w równoległym świecie – pamiętajmy o tym.

I straszne to wszystko, i śmieszne… Bo cywilizacja – jak medal – zawsze ma dwie strony. Social media mają wiele zalet i możne je wykorzystać do szczytnych celów – zbiórki charytatywne, akcje dobroczynne czy promocja pewnych postaw. Nawet kontakt ze znajomymi jest istotną zaletą, często nie wiedzielibyśmy, co u nich, gdyby nie Fb. Ale… czy nie byłoby fajniej raz na jakiś czas zaprosić znajomych i przy kawie, w miłej atmosferze, wspólnie obejrzeć zdjęcia z wakacji? A zamiast klikać kciuki czy serduszka, po prostu powiedzieć: „Świetnie wyglądasz!”

Share on Facebook53Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close