Oszczędzanie dla leniwych

Co zrobić, kiedy podczas zakupów okazuje się, że wszystko, czego potrzebujesz jest zbyt tanie i zostaje ci w portfelu znacznie więcej pieniędzy niż planowałeś? Co zrobić, kiedy jest koniec miesiąca, a na twoim koncie kwota tak wysoka, jakby był w najlepszym wypadku piętnasty? Albo co zrobić, kiedy okazuje się, że zarabiasz dużo więcej niż potrzebujesz? Wiesz, co zrobić? Ja ci nie odpowiem, ale jeśli jesteś tego typu osobą, to serdecznie cię pozdrawiam i uprzejmie informuję, że dalej czytać nie musisz. Nie dla ciebie ten tekst.

A teraz już poważnie – trudno chyba znaleźć szczęśliwca z powyższymi dylematami. Na ogół mamy tyle, że dajemy radę, a i z nadwyżką banknotów doskonale potrafilibyśmy sobie poradzić. Bo zawsze jest coś, co by nam się przydało, o czym marzymy, co chcielibyśmy mieć albo zobaczyć. Ale na to wszystko trzeba odłożyć i o odkładaniu dziś rzecz. Nie o odkładaniu tłuszczu, ale o odkładaniu tego, co odłożyć trzeba, by mieć gruby… portfel.

Grosz do grosza i będzie kokosza

Bywają wśród nas ludzie solidni i ambitni, którzy do sprawy podchodzą rzeczowo i z dyscypliną – zakładają sobie miesięczne cele, wytyczają plany i skrupulatnie się ich trzymają. U takich pod koniec miesiąca kokosza jest, a jeśli nie kokosza, to przynajmniej lodówka pełna i konto pod kontrolą. Sposobów oszczędzania jest mnóstwo, wśród nich na przykład prowadzenie domowego budżetu, a więc solidne spisywanie zarobków i wydatków, szczegółowe planowanie i kontrolowanie zakupów i opłat, gromadzenie paragonów, przeglądanie gazetek promocyjnych i kalkulowanie opłacalności rabatów. Oczywiście to wszystko jest do zrobienia, choć wymaga – przynajmniej na początku – dużej mobilizacji. Są też ludzie, których określić by można mistrzami recyklingu, pomysłowości i zaradności – domowe kosmetyki zamiast znanych marek, środki czyszczące homemade zamiast reklamowanych płynów i mleczek, gromadzenie plastikowych pojemniczków, bo „jeszcze się przydadzą”. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Co jednak jeśli chcemy oszczędzać, ale jesteśmy na to zbyt leniwi i mało systematyczni? Co jeśli nie mamy ochoty na domową księgowość czy na szorowanie wanny sodą oczyszczoną? Co jeśli pod koniec miesiąca nie potrafimy oprzeć się pokusie i odmówić przyjacielskiego wyjścia do restauracji, w efekcie czego pieniądze, które mieliśmy odłożyć, przejadamy? Spontaniczność na szczęście nie sprawia, że jesteśmy na straconej pozycji! Specjalnie dla Was – a właściwie dla nas – kilka sposobów, dzięki którym pieniądze zaoszczędzą się same.

Oszczędzanie na okrągło

W diecie chodzi o uszczuplenie, a tu – o zaokrąglanie. Mowa o kwotach, które opłacamy przy użyciu konta bankowego. Podczas płatności nasze rachunki są automatycznie zaokrąglane do pięciu lub dziesięciu złotych, a wspomniane „zaokrąglenie” przelewane jest automatycznie na konto oszczędnościowe. Przykład: robisz zakupy za 56,70, z konta znika 60 zł, przy czym 56,70 to koszt zakupów, a 3,30 PLN ląduje wśród twoich oszczędności. Jednorazowo nie zauważymy takiego ubytku, a pod koniec miesiąca może się okazać, że wpadła nam na konto pewna niespodziewana sumka. I obojętnie jaka ona by nie była, zawsze jest dodatkowym zastrzykiem gotówki. No dobrze – ale co zrobić, żeby takowy mieć? Wystarczy zamówić specjalną usługę dostępną w ofertach wybranych banków. A potem już tylko płacić kartą i… grosze odłożą się same.

Gdzie wypływają moje pieniądze?

Czasem w odległe i naprawdę niesmaczne tereny. Ale że my tego nie widzimy, to nam nie żal, a przy płaceniu rachunków nawet nie pomyślimy, że mogłyby być niższe. O czym mowa? Mowa o absurdalnych sytuacjach dnia codziennego, w których nasze pieniądze bezsensownie wypływają na przykład z wodą z cieknącej spłuczki czy zepsutego kranu. Albo z wyłącznikiem światła, o którym zapomnieliśmy wychodząc z pokoju. Wydaje się, że to bzdury, ale cieknąca spłuczka potrafi pochłonąć od 600 do nawet 2000 złotych w skali roku. Myślę, że wszyscy mamy lepsze pomysły na upłynnienie takiej kwoty.

Więcej kont niż pieniędzy

Bezsensowne opłaty to kolejna droga, którą nasze pieniądze opuszczają portfel. Zdarza się, że przy okazji zakupu różnych sprzętów zakładamy konta bankowe, mające nam gwarantować niższe rachunki ( np. w przypadku abonamentu ) czy korzystne raty. I to jest jeszcze w porządku, może się jednak okazać – zwłaszcza jeśli konto jest naszym dodatkowym i na co dzień korzystamy z innego – że po czasie staje się ono bezużyteczne, a wręcz problemowe, bo każdego miesiąca płacimy za jego utrzymanie. Choć więc jesteś sympatycznym leniuszkiem, zadaj sobie raz trud i sprawdź swój budżet pod tym kątem, by nie zmagać się ze zbędnym… kontem i innymi bezsensownymi opłatami, które potrafią w skali roku pochłonąć koszt dobrego markowego ubrania. Pamiętaj o tym również przy podpisywaniu kolejnej umowy!

Odczep się!

Wiadomo – człowiek zwykle czuje się bezpieczniej „podpięty” do towarzystwa – zwłaszcza dobrego. Może tak samo mają domowe sprzęty elektroniczne? A może po prostu mają leniwych właścicieli? Krążący po świecie mit dotyczy ładowarek telefonicznych złowrogo dyndających swoimi kabelkami z gniazdek. Okazuje się jednak, że nie one są „prądopijczymi” wampirami. Dużo większe szkodniki to urządzenia niepracujące, a podłączone do źródeł prądu: telewizor, komputer, drukarka, mikrofalówka albo… naładowany telefon. Wszystkie te urządzenia pobierają sporo mocy w stanie czuwania, a przecież nikt z nas nie budzi się w nocy, żeby odłączyć od ładowarki naładowany telefon, tak jak pewnie niewielu odłącza od prądu mikrofalówkę po podgrzaniu jedzenia. Tymczasem badania dowodzą, że w skali roku w gospodarstwie domowym bezczynność urządzeń może kosztować ponad 300 złotych. Zastanów się więc, czy wszystkie domowe sprzęty koniecznie muszą być podłączone do prądu 24 godziny na dobę. Z pewnością ucieszą się, jeśli dasz im trochę niezależności i przestaniesz zniewalać uwiązaniem do gniazdka. A twój portfel będzie gruby i szczęśliwy, jeśli zainwestujesz chociażby w przedłużacz z wyłącznikiem, który ułatwi odcięcie dopływu prądu.

Odrobina dyscypliny

Wiem – jesteśmy leniwi, spontaniczni i niesystematyczni, ale ustawienie stałego zlecenia przelewu nie wymaga ponadludzkiej pracy. Można więc na początku każdego miesiąca, tuż po zastrzyku gotówki, przelewać na konto oszczędnościowe określoną kwotę. I tak naprawdę nie jest ważne, jaka to będzie kwota. Bo nawet 20 czy 50 złotych systematycznie odkładane w końcu zamieni się w 200, 500 i więcej. Dobrym patentem jest też finansowy powrót do dzieciństwa i wyznaczanie sobie tygodniówek z tego, co pozostało. Kluczem jest to, co zawsze – konsekwencja!
Wśród oszczędzających są także tacy, którzy na konta oszczędnościowe przelewają to, co zostanie im po całym miesiącu. Ale uwaga! To już wersja do zaawansowanych. Niesystematyczni raczej pomyślą: „O! Zostało mi, to w tym miesiącu mogę kupić sobie jeszcze…” I zwykle nie będą to zakupy niezbędne.

Świnka jest dobra na wszystko

Na koniec garść tradycji i dobrych wspomnień. Skarbonka w domu być powinna – prądu nie pobiera, woda z niej nie spływa, a i kręgosłupowi może ulżyć. Bo ile razy denerwują nas „drobniaki” zalegające w portfelu. Aż się proszą, żeby nakarmić nimi świnkę! Korzyści będą obustronne – ty nie będziesz się denerwować szukając pieniędzy w portfelu, a po jakimś czasie może się okazać, że w skarbonce dodatkowa kwota odłożyła się sama. Może nie od razu będzie to suma, dzięki której w garażu pojawi się nowy samochód, ale przecież dobry deser w fajnej restauracji za „przy okazji” odłożoną sumkę nie jest złym pomysłem – to wersja dla spontanicznych. Ambitni i zdeterminowani mogą świnki nie opróżniać i z pewnością po pewnym czasie okaże się, że jest już co przelać na konto.

Plan to podstawa

Początek tekstu oczywiście był ironiczny, ale koniec już całkiem serio. Naprawdę nie trzeba księgowej i pliku faktur, żeby sprawnie poprowadzić domowe gospodarstwo. Jednak plan i odrobinę samodyscypliny dobrze mieć. Takim planem jest chociażby dobrze przygotowana lista zakupów i unikanie wpadania do sklepu po jedną rzecz, bo na jednej się raczej nie kończy. Ważne też, aby każdego miesiąca odłożyć jakąkolwiek kwotę. Oczywiście jest i zawsze będzie ona zależna od naszych dochodów i aktualnych wydatków. Mimo to starajmy się, aby zawsze zabezpieczyć „jakiś grosz” na przysłowiową „czarną godzinę” albo wręcz przeciwnie – na to, żeby za jakiś czas móc spoglądać na świat przez różowe okulary, np. z wakacji na egzotycznej wyspie, na które sobie zaoszczędziliśmy albo… na które samo nam się zaoszczędziło.

Share on Facebook9Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close