Przez Internet do serca

Jesteśmy razem osiem lat. Gdy zobaczyłam jego profil, wiedziałam, że to TEN! – tak o początkach swojego związku opowiada Monika. I nie jest ona wcale artystką – malarką, pasjonującą się w portretowaniu twarzy. Monika mówi o profilu swojego ukochanego na portalu randkowym, który dawno temu oboje odwiedzili w poszukiwaniu – jak się szybko okazało – siebie nawzajem. Brzmi pięknie i wcale nie obco, bo par, które przez sieć www zaplątały się w sieci uczuć jest w naszym świecie coraz więcej. Tempo życia, nieśmiałość, wygoda, brak czasu, możliwość przeglądania kandydatów i dobierania ich według naszych kryteriów – takie powody najczęściej wymieniają forumowicze. Sceptycy natomiast grzmią o internetowych oszustach, mężach szukających uciech na boku, a nawet niebezpiecznych przestępcach wyłudzających pieniądze i… strach pisać, co jeszcze. Dane mówią jednak same za siebie: coraz więcej jest związków, które zrodziły się z internetowej znajomości. Do takich zaliczają się związki Dominiki i Moniki.

Monika: Pamiętam, że wysłałam do niego, jakieś głupie, quizowe zapytanie, a on – zamiast kliknąć tylko odpowiedź – odpisał do mnie tak normalnie! W ten sposób zaczęliśmy ze sobą pisać. I to niemal non stop przez kilka dni. A potem bardzo szybko umówiliśmy się na spotkanie.

Dominika: To zabawne, ale my też jesteśmy razem osiem lat. Akurat byłam po dosyć burzliwym zakończeniu poprzedniego związku, przez chwilę byłam singlem, a potem jakoś tak zaczęłam sobie na tej Sympatii „buszować”. Spodobało mi się coś w jego zdjęciu, ale szczególnie w opisie. Ujął mnie nim i bardzo szybko zaczęliśmy pisać, przez chwilę na portalu, ale zaraz przeszliśmy na popularny wtedy komunikator gadu-gadu i na smsy.

Betterlife: Czy były to wasze pierwsze internetowe randki?

Dominika:
(śmiech) Nie, nie była pierwsza. Nie jestem chyba nawet w stanie powiedzieć, czy trzecia, czy czwarta. No… góra piąta!

Monika: U mnie druga. Pierwsza okazała się kompletnym niewypałem, ale jednak dodała mi odwagi, żeby spróbować jeszcze raz.

Betterlife: Jako żona, która swojego męża poznała drogą „tradycyjną” i w zasadzie nigdy nie umawiała się na spotkania przez Internet, muszę was zapytać o strach. Nie bałyście się zetknięcia z rzeczywistością?

Monika: Jasne, że się bałam! I to jeszcze jak! Przede wszystkim tego, że źle oceniłam i ten facet również nie będzie dla mnie. Bałam się też, że to ja źle wypadnę i choć facet mi się spodoba, to nic z tego nie wyjdzie. O potencjalnych mordercach jakoś wtedy nie myślałam, choć przyznam, że trochę się nasłuchałam o zboczeńcach z Internetu. Ale naprawdę czułam, że to właśnie na niego czekałam, więc oprócz strachu była też ekscytacja.

Dominika: To tak , jak u mnie – ekscytacja i ciekawość. Ciekawość tego, czy człowiek, z którym piszę, jest taki, jakim się przedstawia. Była także radość, że kogoś poznam i może będzie to fajna znajomość. Tak jak u Moniki, u mnie też był lekki strach, bo miałam za sobą kilka randek, które mnie mocno zraziły. Ci mężczyźni co innego pokazywali na zdjęciach, co innego pisali, a jak przychodziło co do czego, to okazywało się, że są zupełnie innymi ludźmi. No i był też taki „przyziemny” strach o to, czy nie spotkam się z jakimś psychopatą albo namolnym gościem, co już mi się wcześniej zdarzyło.

Betterlife: Skoro był strach, ale jednak zwyciężała ekscytacja, to ile czasu zajęła wam decyzja o zamienieniu monitora i klawiatury na spacer i rozmowę face to face?

Monika: No właśnie bardzo krótko, nie pamiętam dokładnie, ale spotkaliśmy się może po pięciu dniach pisania.

Dominika: Hmmm… u nas trochę inaczej, pisaliśmy co najmniej z miesiąc zanim spotkaliśmy się na żywo, ale to wiązało się raczej z brakiem czasu i planami, które miał wtedy mój przyszły mąż.

Betterlife: Jaka była reakcja Waszych najbliższych na to, że ukochanego poznałyście przez Internet? W końcu pokolenie naszych rodziców i dziadków zupełnie inaczej rozpoczynało swoje związki.

Monika: Jaka była reakcja moich bliskich na to, że to facet z Internetu? Właściwie… nijaka, bo my zaczęliśmy się spotykać w realu tak szybko, jakbyśmy w ogóle nie poznali się w sieci. Szybko wyszliśmy ze świata wirtualnego, choć bardzo nam pomagał na początku, bo mieszkaliśmy w różnych miastach.

Dominika: Moi rodzice zareagowali całkiem normalnie. Nawet nie było sprzeciwu, kiedy po kilku miesiącach postanowiliśmy zamieszkać razem, więc pod tym względem mam dosyć liberalną rodzinę. Czasami zdarzały się jakieś uśmiechy, kiedy mówiliśmy, że poznaliśmy się przez Internet, ale to nie były uśmiechy złośliwe, tylko takie aprobujące, że jednak jest to możliwe, że można poznać się w sieci.

Betterlife: Wam się udało, wielu wciąż szuka i chyba coraz częściej właśnie w sieci. Co poradziłybyście takim osobom?

Dominika: Przede wszystkim to, żeby nie skupiać się tylko na zdjęciach i na wyglądzie, bo ludzie potrafią naprawdę podrasować zdjęcia i później zamiast szczupłego, wysokiego blondyna przychodzi facet o troszkę innych gabarytach. Może nie mniej przystojny, ale jednak nie przypomina Herkulesa (śmiech). Ważniejsza z pewnością jest rozmowa z drugą osobą. Poradziłabym także dać komuś bliskiemu znać, gdzie dokładnie wybierasz się na tę randkę, może nawet namiar na osobę, z którą się spotykasz. Oczywiście nie poprosimy faceta, z którym widzimy się pierwszy raz o skan dowodu osobistego, żeby wysłać go najlepszej przyjaciółce. Warto jednak dać komuś znać gdzie jesteśmy i co robimy. Ja tak zrobiłam – moja przyjaciółka wiedziała, dokąd się wybieramy i co jakiś czas sprawdzała telefonicznie, czy wszystko ze mną w porządku. Miała też zapowiedziane, że jeśli do określonej godziny nie dam znać, to ma po prostu zawiadomić policję. Wiem, brzmi to trochę strasznie, ale zawsze jest to jakieś zabezpieczenie.

Monika: Ja poradziłabym przede wszystkim jak najszybciej umówić się na spotkanie na żywo, jeśli rozmówca wydaje się interesujący, bo tylko w taki sposób jesteś w stanie ostatecznie przekonać się, czy warto kontynuować tę znajomość. I radziłabym też nie bać się portali randkowych. W realu nie ma możliwości przeglądania kandydatów jak w książce (śmiech).

Szukajcie, a znajdziecie

Jak więc widać, drodzy single i drogie singielki, szukać można „byle gdzie”, ale nie należy szukać „byle kogo”. Dziś świat wirtualny jest miejscem tak samo dobrym do zawierania znajomości, jak rzeczywistość. Ważne jednak, aby się w takich poszukiwaniach nie zatracić. Warto wziąć sobie do serca to, co mówią żony mężów poznanych na randkowych portalach. Szczególnie cenne są ich porady dotyczące zachowania bezpieczeństwa i świadomość, że nie każdy, kto zasiada po drugiej stronie ekranu, jest uczciwy. Nie jest najlepszym pomysłem także ujawnianie od razu swoich największych sekretów. Jak widać, warto jednak otwierać się na drugiego człowieka, by za jakiś czas spuentować swoją opowieść tak, jak dziś robi to Dominika: Następnego dnia po pierwszej randce ( a trwała ona kilkanaście godzin!), poszłam na uczelnię, podeszłam do moich koleżanek i powiedziałam im: „Ja wiem, że to dopiero pierwsze spotkanie, ale czuję, że on mógłby być moim mężem.” No i cóż… minęło osiem lat, a on jest moim mężem.

Cóż dodać – bądźcie rozważni i romantyczni, traćcie głowę, zachowując zdrowy rozsądek.

Share on Facebook12Tweet about this on TwitterEmail this to someone

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close